matcha jest męska

Od samurajów po biohacking. Dlaczego matcha stała się bardziej męska, niż wielu facetów chce przyznać

Jeszcze kilka lat temu matcha kojarzyła się głównie z instagramowymi kawiarniami, wellness i zielonym latte za 24 zł. Dziś piją ją goście po treningu MMA, faceci wracający z siłowni, ludzie pracujący po 10 godzin dziennie i ci, którzy mają już po prostu dość życia na kofeinowym rollercoasterze.

I wbrew pozorom to wcale nie jest nowy trend. Matcha od setek lat była związana z koncentracją, dyscypliną i spokojną energią. Pili ją buddyjscy mnisi podczas wielogodzinnej medytacji. Pili ją też samurajowie przed walką. Nie dlatego, że była modna, ale dlatego, że pomagała utrzymać skupienie bez chaosu w głowie.

Dzisiaj dokładnie tego samego szukają współcześni faceci. Tylko zamiast miecza mają permanentne zmęczenie, telefon w ręce od rana do nocy i układ nerwowy, który od dawna nie miał chwili ciszy.

Czym właściwie jest matcha i dlaczego działa inaczej niż zwykła zielona herbata?

Wiele osób słysząc o Matcha myśli:
„Okej, czyli po prostu zielona herbata w droższej wersji”.

Tylko że matcha działa zupełnie inaczej.

Klasyczną zieloną herbatę zaparzasz i po kilku minutach wyrzucasz liście. W przypadku matchy wypijasz cały liść w postaci bardzo drobnego proszku. To trochę tak, jakby porównać wodę z cytryną do zjedzenia całego owocu razem z miąższem.

I właśnie stąd bierze się jej specyfika.

Matcha zawiera naturalnie kofeinę, ale jednocześnie jest bogata w L-teaninę – aminokwas, który pomaga utrzymać spokojniejsze skupienie. Dzięki temu pobudzenie jest bardziej stabilne. Bez nagłego wystrzału energii i bez równie gwałtownego zjazdu dwie godziny później.

Przeczytaj  Gewürztraminer - aromatyczne wino dla początkujących

Dlatego wiele osób po pierwszym kontakcie z matchą mówi podobną rzecz:
„Mam energię, ale nie czuję się roztrzęsiony”.

To też powód, dla którego matcha zaczęła pojawiać się wszędzie tam, gdzie ludzie są permanentnie zmęczeni i przebodźcowani. Na siłowniach, w sportach walki, u ludzi pracujących pod presją i u tych, którzy po prostu mają dość funkcjonowania na czterech kawach dziennie.

Dlaczego kawa przestała wielu facetom wystarczać?

Problem z kawą zaczyna się zwykle dość niewinnie. Jedna rano. Druga po lunchu. Potem coś mocniejszego przed treningiem albo kolejne espresso „żeby dowieźć dzień”.

W pewnym momencie organizm zaczyna jednak wystawiać rachunek.

Pojawia się gorszy sen, napięcie w barkach, trudność ze skupieniem i ten charakterystyczny moment około 15:00, kiedy człowiek jest jednocześnie zmęczony i pobudzony. Niby brakuje energii, ale ciało dalej siedzi na wysokich obrotach.

I właśnie tutaj Matcha zaczyna wygrywać z klasyczną kawą.

Nie daje tak agresywnego pobudzenia. Energia pojawia się wolniej, ale utrzymuje się dłużej i bardziej równomiernie. Dla ludzi żyjących w ciągłym przebodźcowaniu to robi ogromną różnicę.

Coraz więcej facetów zauważa też, że po matchy łatwiej utrzymać koncentrację bez uczucia „mentalnego szumu”, który często pojawia się po kilku kawach. Nie ma tego efektu, że organizm pędzi szybciej niż własne myśli.

Samurajowie pili matchę z bardzo konkretnego powodu

Historycznie Matcha była czymś więcej niż napojem. W Japonii ceremonia herbaciana rozwijała się równolegle z kulturą zen, a sama matcha pomagała utrzymać czujność podczas wielogodzinnych praktyk medytacyjnych. Z czasem zaczęła być obecna również w kulturze wojowników.

I nie chodzi o romantyczną wizję samuraja siedzącego z zielonym latte pod kwitnącą wiśnią. Chodziło o stan mentalny: koncentrację, kontrolę emocji i gotowość bez chaosu w głowie.

To zresztą bardzo ciekawy paradoks współczesnej męskości. Jeszcze niedawno „męskie” było wszystko, co agresywnie pobudzało – mocna kawa, energy drinki, przedtreningówki, po których serce próbuje wyjść z klatki piersiowej.

Przeczytaj  Poznaj 5 smaków

Dzisiaj coraz więcej facetów szuka czegoś odwrotnego. Energii bez zjazdu. Skupienia bez nerwowości. Pobudzenia, po którym człowiek nadal czuje się sobą. I właśnie dlatego matcha tak dobrze wpisała się w kulturę współczesnego zmęczenia.

Matcha stała się częścią nowej męskiej codzienności

Jeszcze dekadę temu wellness było komunikowane głównie do kobiet. Dziś coraz więcej facetów zaczyna zauważać, że organizmu nie da się oszukiwać w nieskończoność.

Facet po trzydziestce raczej nie powie:
„Chcę bardziej zadbać o siebie”.

Powie:
„Nie chcę być ciągle zmęczony”.

I nagle okazuje się, że ten sam gość, który kiedyś śmiał się z zielonych napojów, zaczyna:

  • lepiej pilnować snu,
  • ograniczać alkohol,
  • chodzić do sauny,
  • zwracać uwagę na regenerację,
  • testować Matcha zamiast czwartej kawy.

Nie dlatego, że chce być „wellness”. Po prostu chce normalnie funkcjonować.

To już zresztą dawno przestało być niszą. Wystarczy spojrzeć na środowiska sportów walki, siłowni czy biegania. Matcha weszła tam dokładnie tak samo, jak kilka lat wcześniej weszły elektrolity, kreatyna albo większa świadomość regeneracji.

Najpierw wyglądało dziwnie. Potem okazało się praktyczne.

Dlaczego matcha tak dobrze trafia do przebodźcowanych ludzi?

Współczesny problem wielu ludzi nie polega na braku energii. Problem polega na tym, że organizm ani przez chwilę nie potrafi zwolnić.

Powiadomienia, social media, ciągłe bodźce, stres, telefon w ręce przed snem – wiele osób funkcjonuje dziś w permanentnym napięciu. W takim środowisku klasyczna kofeina często tylko dolewa benzyny do ognia.

Dlatego wiele osób opisuje doświadczenie z Matcha bardzo podobnie:
„Mam energię, ale czuję się spokojniejszy”.

I właśnie ten efekt sprawił, że matcha zaczęła być traktowana bardziej jako sposób na spokojniejsze funkcjonowanie niż modny napój z Instagrama.

Matcha ma jeszcze jedną rzecz, której kawa często nie daje

Rytuał.

Przeczytaj  Arabica - moja poranna miłość

Espresso wypijasz między mailem a spotkaniem. Matcha trochę wymusza zwolnienie. Wsypujesz proszek, dodajesz wodę, ubijasz bambusową trzepaczką i przez chwilę robisz tylko jedną rzecz.

Brzmi banalnie, ale dla ludzi żyjących cały czas na wysokich obrotach taki moment działa zaskakująco dobrze na głowę.

I może właśnie dlatego Matcha tak mocno trafiła do współczesnych facetów. Bo dzisiaj luksusem nie jest najmocniejsze pobudzenie.

Luksusem jest spokojny układ nerwowy.

Czy matcha jest „bardziej męska”?

Sama w sobie? Oczywiście nie. To tylko herbata.

Zmieniło się jednak to, z czym jest kojarzona. Jeszcze niedawno symbolizowała głównie wellness i estetykę Instagrama. Dziś coraz częściej kojarzy się z koncentracją, regeneracją, sportem i próbą odzyskania kontroli nad własną energią.

I właśnie dlatego tylu facetów zaczęło po nią sięgać. Nawet jeśli część z nich jeszcze kilka lat temu śmiałaby się z zielonego latte.

Bo finalnie większość ludzi chce dokładnie tego samego: mieć energię do życia, ale nie czuć się jak układ nerwowy podpięty do prostownika.

Dżoana

Jem, gotuję, podróżuję – i piszę o tym wszystkim, oczywiście amatorsko (więc wybaczcie). Zabieram czytelników w smakowe podróże po świecie, dzielę się sekretami tego, co posmakowałam i opowiadam, dlaczego poranna kawa arabica to mój mały codzienny rytuał. Wierzę, że dobre jedzenie łączy ludzi – a dobry tekst sprawia, że chce się sięgnąć po widelec.

View all posts by Dżoana →